sierpnia 03, 2017

Egzamin Pearson Test of English (PTE) - czy jest się czego bać? + moje sposoby na naukę angielskiego

Witajcie po dłuższej przerwie! Upały nieźle dają w kość, więc na ochłodę zapraszam na nowy post. Tym razem opowiem Wam o egzaminie PTE General Level 3, dającym uprawnienia do nauczania języka angielskiego w przedszkolu.





Wiele nauczycielek szuka informacji na ten temat. Przede wszystkim- jaki kurs wybrać? W Dzienniku Ustaw 2015 poz. 1264 znajdziemy szczegółowy wykaz, który możecie sobie przeczytać i zobaczyć, jakie egzaminy nadają takie uprawnienia. Podobno najłatwiejszy jest PTE, także dla kogoś, kto ma pierwszy raz styczność z językiem angielskim (lub musi sobie nieco odświeżyć pamięć) będzie idealny.

Egzamin składa się z 12 sekcji. Pierwsze trzy skupiają się na słuchaniu (listening). Czyli, od początku: słuchamy i zaznaczamy prawidłową odpowiedź, dyktando (około 40 słów), słuchamy i uzupełniamy wyrazy. Kolejne 4 sekcje to czytanie (reading). W sekcji 4 czytamy i zakreślamy prawidłową odpowiedź, w 5 podobnie, z tym, że czytamy większy tekst, w sekcji 6 samodzielnie układamy odpowiedź (zdanie, kilka słów), a w sekcji 7 ściśle trzymamy się 1-3 słów z tekstu.
Następnie do odbywa się część pisemna (writing): krótka (90-120 słów) i długa (150-200 słów) wypowiedź pisemna.
Następnie to, czego większość osób boi się najbardziej, czyli część ustna (speaking). Sekcja 10 polega na wylosowaniu tematu i luźnej wypowiedzi na dany temat. W sekcji 11 odbywa się krótka dyskusja, następnie mamy obrazki do porównania, a sekcja 13 to tak zwany roleplay- czyli wcielamy się w rolę i rozmawiamy według polecenia. To może być na przykład prośba o zwrot komputera w sklepie, rozmowa z nauczycielem itp.

Przykładowe testy znajdziecie TUTAJ- i tam możecie poczytać sobie o tym egzaminie. A teraz jeśli chodzi o moje odczucia. Jestem osobą, która chłonie języki jak gąbka. Z angielskim miałam styczność od przedszkola. Byłam nawet na olimpiadzie i zaszłam naprawdę daleko, ale zapomniałam, jak jest po angielsku "ośmiornica" ;) niemniej nigdy nie miałam z tym językiem problemów, a wręcz przeciwnie- zawsze miałam wysokie oceny i nie musiałam wkładać w to wiele wysiłku. Ot, naturalna zdolność do nauki :) Dlatego moim zdaniem umożliwienie nauczycielom nauczania angielskiego dzięki certyfikatowi, a później jeszcze studiom metodycznym jest naprawdę dobrym rozwiązaniem, szczególnie, że nie potrzebujemy znajomości języka na poziomie C1-C2. 
O kursie dowiedziałam się z oferty WODN w Łodzi. Umówiłam się na spotkanie pod koniec września i dołączyłam do grupy zaawansowanej. Na dobrą sprawę mogłam iść tylko na półroczny kurs, ale nie do końca czułam się na siłach- poza tym trafiłam na świetnie zgraną grupę i po prostu chciałam się jak najlepiej przygotować. 



W głównej mierze Wasze przygotowanie zależy od kursu, na jaki się zdecydujecie- ja z całego serca mogę polecić łódzką firmę Concepti. Zajęcia odbywały się dwa razy w tygodniu po trzy godziny. Każde zajęcia wnosiły coś nowego i naprawdę pomogły mi usystematyzować moją wiedzę. Sam egzamin (dla mnie ;) był dość prosty i nie miałam problemów z jego napisaniem czy z częścią ustną. Na wszystko jest odpowiednia ilość czasu, ale jak mówię- najwięcej zależy od kursu, na jaki będziecie uczęszczać i od Waszego własnego samozaparcia.

A jakie są moje sposoby na naukę czy utrwalenie języka? Przede wszystkim oglądam ogromną ilość amerykańskich seriali. Pomaga mi to osłuchać się z językiem i poznać proste zwroty. Jeśli na przykład nie było napisów do serialu (lub była możliwość ich wyłączenia) skupiałam się bardziej na tym, co mówią i z czasem po prostu nie musiałam czekać na wersje z napisami ;) Kolejnym ciekawym sposobem jest słuchanie muzyki po angielsku i tłumaczenie sobie tekstów. Jak byłam młodsza to tak robiłam i naprawdę łatwiej mi się uczyło. No i ostatni sposób- myślenie po angielsku. Chociażby o liście zakupów, kolorze sukienki na wesele czy innych, przyziemnych sprawach. Czasem łapię się na tym, że rozmawiam ze sobą po angielsku w myślach, ale dzięki temu naprawdę dobrze przyswoiłam sobie ten język.

Jeśli jesteś osobą początkującą lub słabo znającą język, zdecydowanie polecam kursy. Przyswoisz język, poznasz nowych ludzi i zdobędziesz nowe, naprawdę pożądane umiejętności. Jeśli tak jak ja jesteś osobą zaawansowaną lub średnio-zaawansowaną, możesz spróbować podejść do egzaminu samodzielnie, ale będzie ciężej nie znając tak dobrze jego struktury. Może warto podjąć chociaż jeden semestr kursu? Egzaminy odbywają się w sesji letniej i sesji zimowej, więc można wybrać sobie dogodny termin.

Z mojej perspektywy nie ma się czego bać. Praktycznie cała moja grupa zdała egzamin, więc nie są to tylko moje odczucia ;) Tym samym już od września zaczynam moją całkiem nową przygodę z językiem angielskim... Jestem jednocześnie podekscytowana i przerażona! Mam nadzieję, że dam radę :)

A Wy zdawałyście ten egzamin? A może dopiero się przymierzacie? Dajcie znać!

Pozdrawiam!

1 komentarz:

  1. Dziękuję Ci za ten wpis, ja jestem nauczycielką przedszkola tak jak ty, dopiero rok sie ucze angielskiego mimo, że mam prawie 40tkę na karku. Nie idzie mi łatwo, ciężko się uczyc języka dopiero teraz, jednak chciałabym zdać ten egzamin w przyszłym roku i fajnie byłoby mieć certyfikat (robie awans na dyplomowanego). Jak sobie poradziły osoby w podobnym wieku do mojego, chodząc na kurs widzę, że młodzież chłonie to szybciej tak jak napisałaś. Ciekawi mnie perspektywa i opinia osób ciut starszych :)

    OdpowiedzUsuń

Copyright © 2016 Nauczycielka Przedszkola , Blogger