czerwca 25, 2017

Nauczycielka nauczycielce... Wilkiem?

Ukończyłaś uniwersytet, jesteś dyplomowanym pedagogiem. Zaczynasz swoją pierwszą pracę i ogromnie się cieszysz- w końcu będziesz nauczycielką! Masz możliwość pokierowania grupą, dzieciaki wprost do Ciebie lgną, ale jeszcze nie do końca rozumiesz, jak wypełnić dziennik, kartę wycieczki, nie masz jeszcze ogromnego zaplecza materiałów i nie do końca wiesz, gdzie szukać. I masz do tego prawo.

Z pomocą przychodzą facebookowe potrale- większość młodych (i coraz więcej starszych!) nauczycielek ma profile na tym potralu społecznościowym i bez wahania dołącza do grup. Z zapałem przeglądasz grupę i zapisujesz większość postów- tu jakaś świetna praca plastyczna, tam jedna z pań dodała jakąś ciekawą stronę z pomocami... Nagle natykasz się na post z prośbą o pomoc- pani prosi o jakąś pomoc, jedna oferuje, że wyśle na maila. Pod spodem zatrzęsienie komentarzy typu "Ja też mogę?". Zastanawiasz się, czy dodać swój komentarz z mailem, czy może sobie darować, bo zaraz dostaniesz jakiś nieprzyjemny odzew. W końcu klikasz "enter" i czekasz na maila, który nigdy nie nadchodzi, bo komentarzy jest za dużo i pani nie ma czasu wysłać wszystkim. Trudno.

Za jakiś czas pojawia się post negujący wszystkie nauczycielki, które wstawiły swoje maile. Że nie umieją szukać same, że teraz to wszystko daj i daj, a same nic od siebie... Czytasz, i jest Ci trochę przykro, bo przecież nic od nikogo nie żądałaś- ktoś zaoferował się, że coś wyśle, nikt nikogo do niczego nie zmuszał. Postanawiasz, że już nie będziesz dodawała takich komentarzy, żeby nikt Ci nic nie zarzucił. Jednocześnie, kiedy następnym razem szukasz jakiejś pomocy głupio Ci wstawić post na facebookową grupę, bo znowu ktoś będzie nieprzyjemny.

Ktoś porusza temat zarobków nauczycieli. Jesteś młoda i pensja jest dla Ciebie dość duża, szczególnie, że nie masz ogromnych wydatków- mieszkasz z rodzicami czy chłopakiem, więc zawsze coś dla Ciebie zostaje. A poza tym pracujesz, zarabiasz i wydajesz. Czytasz zatrzęsienie komentarzy, że nie da się wyżyć, że te, które decydują się na bycie nauczycielką, nie wiedzą co robią, że trudno cieszyć się z pracy, kiedy nie masz za co się utrzymać. I łapiesz się za głowę- jak można tak bardzo nie szanować swojego zawodu? Dodajesz komentarz pełen dumy z naszego zawodu nie obrażając przy tym nikogo... Po czym zostajesz zjechana od góry do dołu. Że jesteś gówniarą, nie wiesz nic o życiu, jak będziesz miała swoją rodzinę, to zobaczysz, co to jest. Łapiesz się za głowę i jesteś przerażona. Nauczycielka nauczycielce?!...



Idziesz do pracy. Na ogół masz naprawdę fajny zespół koleżanek- już wiesz, kogo możesz poprosić o pomoc, a kogo lepiej omijać szerokim łukiem. Prowadzisz świetną imprezę z jakiejś okazji, zrobiłaś piękne dekoracje, dzieci i rodzice zadowoleni, a jedna z twoich koleżanek nie może powstrzymać się od komentarza. "No tak, ale magnetofon wam przerywał... Mnie by się to nie zdarzyło". Robi ci się przykro, bo przecież nie masz wpływu na niektóre rzeczy- przetestowałaś sprzęt przed imprezą i działał bez zarzutu, a ta "wpadka" nie przeszkodziła dzieciom w zaśpiewaniu piosenki. A jednak ktoś musiał wbić ci szpilę.

Rada Pedagogiczna. Akurat masz możliwość wypowiedzenia się i podania jakiegoś fajnego pomysłu. Myślisz nad tym dłuższą chwilę, bo jednak jesteś tu nowa, a reszta koleżanek na pewno wie lepiej. Decydujesz się i mówisz. Koleżanki chwalą, mówią, że ciekawe. A jednak znajdą się takie, które skrytykują. "Jak zrobisz to sama to rób, ale nikt ci nie pomoże", "To bez sensu!". I przez chwilę tracisz pewność siebie. Odzyskujesz ją w chwili, kiedy ktoś się za Tobą wstawi. Oddychasz z ulgą. Może jednak nie jesteś taka głupia?

Rodzice. Starasz się z każdym rodzicem dobrze żyć. Uśmiechasz się, jesteś grzeczna, wypełniasz swoje obowiązki w stu procentach, a przekazując informacje o zachowaniu dziecka starasz się zrobić to uprzejmie, ale stanowczo. Znajduje się ten jeden rodzic, który jest niezadowolony, że młoda nauczycielka prowadzi jego dziecko. "W zeszłym roku to była tamta pani..." i z przyzwyczajenia, rodzic wybiera się do tamtej pani na skargę. "Ta nauczycielka jest po prostu bezczelna! Znowu zwróciła mi uwagę na zachowanie Jasia. A u pani on był taki grzeczny! Może to ona sobie nie radzi?!". "Proszę się nie przejmować, jest młoda i może popełniać błędy. Nie miałam Jasiowi absolutnie nic do zarzucenia w zeszłym roku. Jeśli ma pani trudności w porozumieniu, może warto się zgłosić do pani dyrektor...?".

Tym sposobem lądujesz na "dywaniku". Ty kontra rodzic, w obecności Dyrekcji. Tłumaczysz swoją wersję. Przedstawiasz wyniki obserwacji, zeszyt kontaktów indywidualnych, podajesz konkretne przykłady zachowań. Przygotowałaś się do tej rozmowy, bo zmartwił Cię właśnie ten chłopiec i ta zmiana w jego zachowaniu. Przeczytałaś kilka książek, skonsultowałaś starsze i życzliwsze koleżanki, nawet pani dyrektor jest zaznajomiona ze sprawą. "To dziwne, że u pani X się tak nie zachowywał! Może młoda nauczycielka sobie nie radzi?!". Mija miesiąc od rozmowy. Ta sama mama przychodzi do Ciebie z przeprosinami. "Wie pani, przepraszam. Tak łatwo jest ocenić młodego nauczyciela. Dziękuję, że pani zwróciła na to uwagę- faktycznie mieliśmy problem". I jesteś dumna, bo ktoś Cię docenił. I nie musiała być to inna nauczycielka.

Zakończenie roku. Oprócz rodziców dziękują nam także koleżanki za całoroczna współpracę. "Świetnie mi się z tobą pracowało!". I rośniesz, bo usłyszeć takie słowa jest bardzo miło. Jesteś z siebie dumna, uśmiechasz się i wierzysz w to, że naprawdę jesteś świetną nauczycielką, koleżanką.




To, że jesteś młoda, daje Ci wszelkie prawo do popełniania błędów i ciągłej nauki. Nie daje jednak innym prawa do gnębienia Cię czy traktowania jakbyś była gorsza. Młode nauczycielki są pełne pasji, stawiają swoje poprzeczki wyżej i wyżej. Ponieważ jeszcze nie mają rodziny, mogą poświęcić się w pełni pracy. Organizujemy dzieciom nocowania, zostajemy po godzinach, kiedy koleżanka zachoruje, możemy kontunuować studia bez wyrzutów sumienia, że znowu wydajemy coś na siebie. Jesteśmy kreatywne, wprowadzamy świeże spojrzenie na niektóre sprawy i nie boimy się podjąć nowych wyzwań. Jedyne, co można nam zarzucić, to niewielkie doświadczenie- ale każdy kiedyś zaczynał i każdy w jakiś sposób je zdobywa.

Jeśli jesteś gnębiącą nauczycielką zastanów się, czy warto tracić energię. Czy czujesz się lepiej, kiedy ta młoda dziewczyna się potknie? Czy będziesz lepszą nauczycielką, kiedy odmówisz pomocy, otwarcie skrytykujesz i wbijesz jej szpilę? Zastanów się, czy zostawiając komentarz nie ranisz i nie zniechęcasz. Jeśli coś Cię boli- zrób coś, żeby to zmienić. Ale nie kosztem drugiego człowieka.

Powyższe sytuacje zdarzyły się mnie albo moim znajomym- początkującym nauczycielkom. Ogromnie boli mnie fakt, że zamiast działać, wolimy narzekać. Zamiast pomóc- podkładamy sobie nogę. Przecież nasz zawód słynie właśnie z ogromnych serc...

3 komentarze:

  1. W punkt! Starsze koleżanki zapominają jak same się uczyły, te "młode" często zaganiają do czarnej roboty, a niestety nie radzą sobie z tym, że ktoś młodszy może mieć bardzo ciekawe pomysły i umiejętności.

    OdpowiedzUsuń
  2. BRAWO! Udostępnię w swojej - życzliwej - grupie, do której i Ciebie zapraszam. Służę wsparciem tam i nie tylko tam. Grupa nazywa się Małe pomysły - duże inspiracje.

    Buziak za odwagę!

    OdpowiedzUsuń
  3. Spotkałam się z tym ocenianiem na fb grupach. Niefajne!

    FAJNY I PRAWDZIWY TEKST :) Pozdrawiam :D

    OdpowiedzUsuń

Copyright © 2016 Nauczycielka Przedszkola , Blogger